06 październik 2017

Pekao Szczecin Open 2017 – co zapamiętamy z turnieju?

Dwudziesta piąta edycja Challengera ATP Pekao Szczecin Open dobiegła końca. Tym razem poprzeczka była zawieszona jeszcze wyżej niż zazwyczaj, ponieważ kilka miesięcy wcześniej nasz turniej otrzymał prestiżową nagrodę dla najlepszego challengera na świecie. I jest nam niezmiernie miło poinformować, że wymagające zadanie wykonaliśmy wzorowo, uświetniając tym samym nasz okazały jubileusz i raz jeszcze potwierdzając, że zasługujemy na miejsce w challengerowej elicie.

Elementów, które wpłynęły na wielki sukces dwudziestej piątej edycji Pekao Szczecin Open było wiele. Bardzo duże zainteresowanie publiczności, często mimo niesprzyjającej pogody, bogaty program artystyczny, interesujące imprezy towarzyszące i oczywiście to, co dla fanów tenisa najistotniejsze, czyli bardzo wysoki poziom sportowy turnieju.

W tym miejscu honory należy oddać przede wszystkim największej gwieździe minionej imprezy – Francuzowi Richardowi Gasquetowi. Tak utytułowanego i równie znakomitego zawodnika w Szczecinie nie mieliśmy okazji gościć chyba nigdy przedtem. 31-latek, od dekady znajdujący się w ścisłej światowej czołówce, czarował naszą publiczność już od swojego pierwszego występu. Niesamowita dojrzałość taktyczna, pełen profesjonalizm i bajeczny jednoręczny bekhend, w którym zakochał się cały tenisowy świat, to tylko kilka z elementów, jakie sprawiły, że Francuz w świetnym stylu zapewnił sobie tytuł mistrzowski naszego challengera.

O wysokim poziomie sportowym Pekao Szczecin Open 2017 świadczyć może choćby to, że tak znakomity gracz musiał się sporo natrudzić, aby triumfować w naszym turnieju. W piątkowym ćwierćfinale Gasquet bronił piłki meczowej, a dwa dni później jego pojedynek z Niemcem Florianem Mayerem stał na takim poziomie, że przez wielu już został okrzyknięty najlepszym finałem w historii szczecińskiego challengera.

Oprócz Gasqueta i Mayera w kronikach minionej edycji zapisali się także Jerzy Janowicz, jak zwykle przyciągający na trybuny całe tłumy kibiców oraz Mariusz Fyrstenberg. To właśnie karierę tego znakomitego deblisty mieliśmy zaszczyt symbolicznie zakończyć, podczas specjalnie przygotowanego na tę okazję benefisu, który odbył się tuż przed sobotnim meczem finałowym gry podwójnej. No i na koniec o tym, co jest z turniejem nierozłączne i – podobnie jak Pekao Szczecin Open – świętowało właśnie swoje 25. urodziny. Ponownie nie udało się triumfować żadnemu z Hiszpanów, a to oznacza, że korty w dalszym ciągu są zaczarowane, a słynna klątwa trwa w najlepsze!

Czy będzie wisieć nad naszym obiektem przez kolejnych 25 lat? A może w końcu doczekamy się challengerowego sukcesu naszego rodaka? Na te pytania zaczniemy odpowiadać już za niecałe dwanaście miesięcy. A teraz wracamy do pracy, bo – chcąc podtrzymać status najlepszego turnieju challengerowego na świecie – już rozpoczęliśmy przygotowania do wrześniowego Pekao Szczecin Open 2018!